Nasz adres

Duszpasterstwo Akademickie
Węzeł

ul. Kopcińskiego 1/3
90-242 Łódź

tel:
(42) 678 35 22 (wew. 44)

ks. Marian Chalecki
(wew. 23)

ks. Przemysław Solarski
(wew. 34)

mail:
wezel@salezjanie.pl

Węzeł na Facebook Węzeł na YouTube

Polecamy strony

Bezdopingu.bosko.pl Bosko.pl Ap.bosko.pl Suwalki-wilno.salezjanie.pl Salezjanie.pl Dominik.salezjanie.pl


Inne

strona wykonana przez:
BoskoMedia

standardy:
xhtml, css

stronę monitoruje:


Sylwia Gajewska
Wywiad z Wojciechem Waglewskim z Voo Voo

Dodano: 11 czerwca 2007 | « powrót

Kategorie: muzyka | wywiad

Bohaterowie wieczoru: zespół Voo Voo: Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski, Piotr „Stopa” Żyżelewicz, Karim Matusewicz.Miejsce: miasteczko studenckie Lumumbowo w Łodzi.Czas: majowy wieczór.
Okazja: Impreza organizowana przez Duszpasterstwa Akademickie w Łodzi „Baw się bez dopingu”.
Atmosfera: muzyczne święto dla uszu i nie tylko.


A potem przy kolacji kilka słów refleksji Wojtka Waglewskiego.

Dlaczego zespół Voo Voo zdecydował się wystąpić na imprezie pod hasłem „Baw się bez dopingu”?

Gdyby nie było tego podtekstu, też byśmy zagrali. Nie chcę temu specjalnie dodawać gęby. 99, 9 % koncertów gramy bez podtekstów, jak się takowe zdarzają, to bardzo miło. Całym sercem jestem za tym, żeby popierać akcję antydopingową. Zwłaszcza, że w naszym zawodzie jest to dosyć częste. Tomek Stańko, który korzystał z niejednych dopingów, słusznie stwierdził, że te wszystkie uprzyjemniacze życia tworzą złudę tego, że jest się przystojniejszym, wyższym, mądrzejszym. A potem powroty są bolesne. Człowiek jest za mądry i za silny na to. Jeśli się chce coś zrobić w życiu, wszystkie dopingi są łatwizną.

Co jest dopingiem dla Voo Voo?

Muzyka. To co słychać, widać i czuć, mam nadzieję. Jesteśmy tak skonstruowani, że gdyby muzyka nas nie dopingowała, to pewnie dalibyśmy sobie z nią spokój. Nie ma żadnego powodu, żeby ją uprawiać. Zwłaszcza poza radością grania, ładowaniem akumulatorów.

Zespół powstał w 1985 roku. Jak zmieniła się publiczność przez te lata? My, dzisiejsi fani, dwadzieścia lat temu chodziliśmy do przedszkola…

Nawet moja ponad półtoraroczna wnuczka tańczy przy Voo Voo (uśmiech szczęśliwego dziadka na twarzy). Publiczność zmienia się, młodnieje. Aczkolwiek mamy różne etapy swojej działalności. Nasza muzyka jest takim, powiem górnolotnie, odzwierciedleniem duszy. Pierwszy płyty nagrywane w stanie wojennym były dosyć mroczne, ponure, zdecydowanie rockowe, bigbitowe. Potem się pojawiła taka pogodna nuta. W zawodzie muzyków uprawiających bigbit, jest jedna trudność. Publiczność bardzo niechętnie godzi się na zmiany. Zawsze we wszystkich zespołach, które mają jakieś przeboje, pojawia się chęć, żeby grać te przeboje tak jak one były nagrane. I to jest rzecz, która z jednej strony nas do tego zawodu troszkę zdystansowała. Od samego początku stworzyliśmy taką formę, w której nawet te stare piosenki, za każdym razem zmienialiśmy. Dlatego publiczność niezależnie od wieku spodziewa się tego, że po zespole Voo Voo niczego się spodziewać nie można czy nie wiadomo czego się spodziewać. I to jest fajne. Mamy publiczność bardzo żywo ingerującą w to, co robimy. I często koncerty, zwłaszcza w małych pomieszczeniach, są taką wspólną pracą. Niezależnie od wieku, miasta lub rejonu to tych ludzi łączy świadomość, że współtworzą nasze granie.

Przez ponad dwadzieścia lat pracy zmieniały się składy zespołu, ale przez prawie dziesięć lat w grupie grają ci sami muzycy. Jak się pracuje razem przez taki długi czas, gdy się już doskonale siebie zna?



Szczęśliwie nie zrobiliśmy kariery międzynarodowej, ponieważ ci, którym się to przytrafiło, wyjeżdżają w trasy kilkuletnie. Kiedyś jeździliśmy na wyjazdy, które trwały góra dwa tygodnie, jakoś je przeżywaliśmy. Teraz nam się nie zdarza grać dłużej niż trzy dni pod rząd, w związku z tym mamy czas, żeby odpocząć od siebie. To powoduje, że towarzysko nie jesteśmy się w stanie zmęczyć. Poza tym już się tak dobrze znamy, że w sensie towarzyskim nic nas nie zaskoczy. Natomiast zaskakujemy się muzycznie. Z jednej strony stworzyliśmy taki swój język muzyczny, ale z drugiej strony mocno też nad tym pracujemy, żeby się muzycznie zaskakiwać. Rozwijamy się indywidualnie, ponieważ każdy z nas ma swoje projekty, potem się z tym uzewnętrzniamy na terenie naszego zakładu pracy i to powoduje, że nam się chce.




Ostatnim tego dowodem jest płyta nagrana z Maćkiem Maleńczukiem.

Tak, z Maleńczukiem takie sobie pioseneczki śpiewamy. Z Voovolami mieliśmy płytę, z której jestem naprawdę dumny. Ta płyta się świetnie sprzedała, co mnie zaskoczyło. Właśnie dzisiaj dostaliśmy nagrodę jakiejś gazety za płytę roku. Świetnie została przyjęta. Kolejny pełnoprawny projekt studyjny z Voo Voo ukaże się dopiero na jesieni przyszłego roku.



Teksty Voo Voo urzekają swoją prostotą i logiką myśli, łatwo się z nimi zidentyfikować a równocześnie trącają poezją. Muzycznie wybrzmiewają różnorodne kierunki. Czy czasem Voo Voo nie kusi łatwizna zdobycia sławy, jaką obserwujemy w kolorowej prasie itp.? Zespół Voo Voo to nie tylko czterech muzyków, artystów, ale także członków rodzin. Jak przyjmują Wasze rodziny ten artystyczny styl życia?

Jesteśmy trochę jak marynarze. Szczęśliwie nie jeździmy na czteroletnie trasy. Gramy około 100 koncertów w roku z tym zespołem, do tego dochodzi praca z innymi, prace studyjne, więc jest tego około 200 dni w roku, pozostałe możemy całkowicie poświęcić rodzinie. Daj Boże, żeby tak było w każdej polskiej rodzinie. Jest to zawód, który wbrew pozorom, jeśli się człowiek gdzieś nie zagubi, daje możliwość stworzenia naprawdę porządnej rodziny. Aczkolwiek jest rzecz nie związana z czasem poświęcanym rodzinie, a intensywnością pracy. Jest to działanie, które powoduje ciągły napływ adrenaliny, ciągłe stresy. Przed każdym wystąpieniem jest trema. Jak to Jasiu Kaczmarek określił: kara za pychę. Każdy koncert to jest olbrzymi ubytek energii i każdy koncert to jest stres. Choć chwilę później wynagradzany sowicie. Każda płyta to stres a my już tych płyt mamy troszkę. Przyznaję byliśmy zawsze głaskani, zagłaskiwani przez krytykę. Mimo tego każda płyta to podwójny stres: jak będzie przyjęta przez krytykę a z drugiej strony czy się dobrze sprzeda.
Mam wielu przyjaciół z tego zawodu: od Kazika Staszewskiego poczynając, na Lechu Janerce kończąc, którzy żyją szczęśliwie. Nawet chuligan Maciek Maleńczuk ma wspaniałą trójkę dzieci i dom na wsi, gdzie mieszka z żoną.


W chwilach zmęczenia nie przychodzi myśl o odpoczynku, emeryturze?

Marzy mi się, żeby było do niej jak najdalej. Szczęśliwe nie wpuściliśmy się w kabotyństwo rockendrolowe: rozpięte koszule, owłosione piersi. Szczęśliwie jesteśmy w stanie prześlizgnąć się w stronę wymagającego słuchacza, preferującego też artystów starszych, którzy mogą sobie posiedzieć, zagrać w filharmonii, małym teatrzyku. Czasem sobie myślę, że ja to będę grał na swoim pogrzebie.


Tego życzę i dziękuję. Z przyjemnością słów tych wysłuchała Sylwia Gajewska

Komentarze

Ilość komentarzy: 3 | dodaj komentarz »

  • rewelacja, fascynacja

    Dodano: 17 czerwca 2007 00:10:20

    więcej takich koncertów i więcej takich ludzi

    Ewik i Kama[lorik83@o2.pl]

  • Voo Voo w Bełchatowie

    Dodano: 20 czerwca 2007 21:13:36

    Dla fanów Voo Voo z Łodzi i okolic mam dobrą wiadomość - można będzie ich zobaczyć na najbliższych Dniach Bełchatowa :) (zagrają koncert w najbliższą sobotę, tj. 23 czerwca) Szczegółowe plany całej imprezy można zobaczyć tutaj: link

    triskaidekafil[triskaidekafil@gmail.com]

  • wywiad z Wojciechem Waglewskim

    Dodano: 30 maja 2009 11:18:50

    wywiad z Wojciechem Waglewskim, 22.05.2009 2009: link

    Stanisław

Dodaj komentarz - pola oznaczone * są obowiązkowe



Duszpasterstwo Akademickie „Węzeł” nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii
zamieszczanych na stronie.
Prosimy o wzajemny szacunek i kulturę osobistą.